Worlds 2018, Tydzień 2. Podsumowanie pierwszego dnia fazy grupowej

​Chociaż etap Play-Inów trwał przez większość zeszłego tygodnia, sporo fanów dopiero dzisiejszy dzień uważa za pierwszy dzień najważniejszego turnieju w sezonie League of Legends. Obejrzeliśmy wielkie otwarcie, Gen.G wsniosło puchar na scenę, a zawodnicy powoli zaczynają się rozgrzewać.

KT Rolster - Team Liquid (1:0)

Reklama

Ostatnia nadzieja amerykańskiego League of Legends, z ADC wybranym do TOP20 najlepszych graczy Worldsów na czele, poradziła sobie znacznie lepiej, niż większość się spodziewała. Wiele ekspertów uważa KT za faworytów do wygrania całego turnieju. Z drugiej strony stało Team Liquid, które chociaż dominuje swój region, występem na MSI pokazało, że powinniśmy obawiać się odrobinę ich międzynarodowych turniejów.

Przez długi czas TL skutecznie trzymało się KT, nie dając im zbudować większej przewagi. Spalony flash ze strony Doublelifta w pierwszych minutach nie wróżył dobrze, ale duetowi z dolnej alei udało się przetrwać. Im dłużej trwała jednak gra, tym więcej zabierało KT. Team Liquid zdobywało smoki, ale to na konto koreańskiej drużyny trafiały kolejne zabójstwa i wieże. W rezultacie baza TL wreszcie się otworzyła, KT zbudowało dużą przewagę w wizji i ostatnim teamfightem udało im się wygrać pojedynek z pierwszym amerykańskim slotem.

Edward Gaming - MAD Team (1:0)

Na drugie danie fani League of Legends dostali pojedynek, który pewnie w zachodnich regionach zostałby ochrzczony mianem "clown fiesty". Początek, gdzie MAD udawało się stworzyć kilka imponujących akcji, został zwieńczony długą i ekscytującą walką wokół Barona. Kiedy obie drużyny przetrwały early i mid game, mogliśmy oglądać kilka widowiskowych teamfightów, w których główną rolę odgrywali ADC obu drużyn.

Jak sam przyznał Haro, zawodnik EDG, w pomeczowym wywiadzie, MAD stworzyło nie lada zagrożenie dla jego drużyny. Ponad 40 minut potrzebował Edward Gaming, żeby wreszcie zakończyć nadzieje swoich rywali na zwycięstwo i ostatnim teamfightem wejść do ich bazy. Chociaż mecz był bardzo wyrównany, a walki na zmianę odwracały się w kierunku obu drużyn, to 18-letni iBoy okazał się kluczem do zwycięstwa, za co słusznie został wybrany na najlepszego gracza tego BO1.

Phong Vu Buffalo - Flash Wolves (0:1)

Wietnamski region jest ostatnio tematem dyskusji wielu ekspertów. Sporo analityków powtarzało, że jest tam dużo talentu i mocnych drużyn, które mogą namieszać na międzynarodowych rozgrywkach, co powoli okazuje się prawdą. PVB czekało więc na okazję, żeby rozpocząć swoje Worldsy przekonującym występem i zacząć udowadniać siłę swojego regionu. Przy okazji rozpoczynającego się spotkania, większosć oczu zwracała się w kierunku Zerosa, który miał być głównym win condition PVB.

Niestety mecz dla wietnamskiej drużyny nie zaczął się zbyt dobrze. Moojin świetnie rotował po mapie, tworząc presję na kilku liniach, regularnie zdobywając kolejne zabójstwa. W rezultacie w 12 minucie Taliyah miała już statystyki 3/0/0, a na konto Flash Wolves trafiła pierwsza wieża. Chociaż PVB straciło kontrolę nad wizją i cały czas było do tyłu w złocie, cały czas nie mieliśmy jednak do czynienia z pełną dominacją FW. Niedługo później wybiła jednak 24 minuta, przyszedł czas na pierwszy teamfight, w którym Wilki zmiotły rywali z powierzchni Summoner’s Rift i zabrały Barona. Buff zagwarantował pewne wejście do bazy PVB oraz pierwsze zwycięstwo dla regionu LMS.

Afreeca Freecs - G2 Esports (0:1)

Pierwszy mecz z serii trzech spotkań ‘zachód vs wschód’. Po przejściu przez fazę Play-In, drużyna Jankosa stanęła przed znacznie większym wyzwaniem. Gwiazda europejskiego składu, Perkz, zmierzył się z Kuro, midlanerem Afreeca Freecs. Spotkanie zapowiadało się świetnie jeszcze na etapie omawiania go przez ekspertów, a emocje wzrosły nawet bardziej, gdy Hjarnan potwierdził wybór swojego niepokonanego Heimerdingera.

Co prawda to Koreańczycy przelali pierwszą krew na Summoner’s Rift, ale na dalszą akcję musieliśmy sporo poczekać. Kilka prób proaktywnych zagrań kończyło się brakiem jakichkolwiek zabójstw, a więcej akcji pojawiło się dopiero przy okazji zgarnięcia pierwszej wieży przez G2. Wszystkie linie europejskiego składu wyglądały obiecująco, wybrane postaci przynosiły korzyści, jednak nie było mowy o przewadze, jakiej zazwyczaj potrzebowali zawodnicy EULCS, żeby poknać swojego rywala.

G2 udawało się jednak cały czas budować delikatną przewagę. Od dominacji w CS na topie i midzie, do Wundera, który przy dwóch kupionych przedmiotach wręcz niszczył przeciwne wieże. W okolicach 30 minuty, gdy próbą podjęcia Barona przez Koreańczyków, G2 odpowiedziało zabranym inhibitorem, komentatorzy zaczęli nieśmiało dyskutować o tym, jak będą wyglądać kolejne BO1 po zwycięstwie Europy. Przewaga drużyny Jankosa rosła, a wokół zabranego Barona czuć było zapach niespodzianki unoszący się w powietrzu.

Baza Afreeca Freecs otworzyła się przed potężnym buffem, na konto G2 trafiały kolejne tysiące, a ostatni teamfight wydawał się nieunikniony. Kiedy Korea próbowała rozpocząć walkę i wrócić do gry, Wunder niszczył ostatnie wieże ich bazy. Górą z finałowej walki wyszło G2. Pierwsza niespodzianka fazy grupowej stała się faktem.

Royal Never Give Up - Cloud9 (1:0)

Zwycięzca tegorocznego MSI, najlepsza chińska drużyna z postrachem całych Worldsów na dolnej alei, przeciwko Cloud9, zespołowy, który zdobył sobie ostatnio nawet więcej fanów, gdy z samego dołu tabeli NALCS wspięli się aż do wielkiego finału przeciwko Team Liquid. RNG zaczęło od pierwszego zabójstwa na bocie i to tam skupiła się większość ich uwagi, bowiem w 15 minucie Sneaky miał już trzy śmierci na swoim koncie. Plan był taki, jak w większości gier chińskiej drużyny: Uzi ma mieć największą możliwą przewagę. 2/0/1 i 40 CS-ów przewagi było dobrym początkiem.

Czego nie udawało się robić w dolnej części mapy, starał się nadrabiać Licorice. Toplaner Cloud9 po raz kolejny udowadniał swoją wartość, dominując Shena i zgarniając kolejne zabójstwa dzięki pomocy Svenskerena. Uzi jednak wciąż dalej nie umierał, przewaga rosła, a niedługo po wybiciu na zegarze 20 minuty, otworzyła się baza Cloud9. W rezultacie Amerykanie nie wytrzymali z RNG nawet pół godziny. Uzi zaliczył świetne BO1, kończąc ze statystykami 5/0/5 i w pełni wykorzystując zwycięstwo w dolnej alei, jakie zagwarantowali mu koledzy.

Gen.G - Team Vitality

W ostatnim meczu pierwszego dnia przyszedł czas na trzecią drużynę, która uchodzi za tę zdolną, by mocno namieszać w ścisłej czołówce tegorocznych Worldsów. Dwójka Polaków, Jactroll oraz Kikis, stanęli przeciwko zwycięzcom z poprzedniego roku. Pula postaci pierwszego dnia fazy grupowej zaczęła powoli się poszerzać. Po raz kolejny zobaczyliśmy Syndrę czy Urgota, ale pojawili się też bohaterowie do wybierani nieco rzadziej, Ekko, Nocturne czy Ashe.

Tomasz Alicki

Dowiedz się więcej na temat: Worlds 2018 | League of Legends

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama