Twórcy Valorant musieli ograniczyć czas poświęcony na granie w swój tytuł

​Choć tytuł gry - Valorant - brzmi raczej jak lekarstwo, to sieciowa strzelanka od studia Riot Games jest gorąco oczekiwania przez rzesze fanów na całym świecie. Okazuje się, że bawią się świetnie także sami deweloperzy, którzy musieli ograniczyć czas poświęcony na testowanie, by się nie rozpraszać.

Najnowszy materiał wideo zza kulis prac pokazuje właśnie biuro, w którym tytuł powstaje. Menedżerka Anna Donlon i szef projektu Joe Ziegler oprowadzają po okolicy i zapewniają, że są podekscytowani przed startem zamkniętych testów, startujących na PC już jutro, 7 kwietnia.

Reklama

Taktyczną strzelankę zapowiedziano w październiku ubiegłego roku, prezentując nieco bardziej kreskówkowy styl - przypominający nieco Overwatch - ale poza tym większość elementów jest podobna do znanych właśnie z CS:GO, jak podział na rundy, kupowanie uzbrojenia przed ich startem, czy akcję "5 na 5".

Mamy tu do czynienia z rywalizacją dwóch pięcioosobowych drużyn, przypominającą w tym aspekcie właśnie wspomniane wyżej Counter-Strike: Global Offensive. Twórcy zadbali nawet o marzenie każdego gracza CS:GO, czyli o częstotliwość odświeżania 128 tick na serwerach.

Valorant chce najwyraźniej konkurować także z Overwatch, co oznacza możliwość wyboru klasy postaci, które dysponują własnymi umiejętnościami specjalnymi. Ten element nie jest tak rozbudowany jak w strzelance Blizzarda i działa nieco inaczej, lecz nadal jest dość podobny.

Riot położyło podobno ogromny nacisk do odpowiedniego wykrywanie trafień i kompensowanie opóźnień, by potyczki były płynne i pozbawione irytujących momentów, które znamy z Counter-Strike. Czas pokaże, czy Valorant będzie prawdziwą konkurencją dla zasłużonej strzelanki Valve.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś na świecie

Raporty specjalne

Rekomendacje