Sąd w USA orzekł, że wyciszenie kogoś w grze to nie forma cenzury

​Takie sprawy tylko w Stanach Zjednoczonych. Sąd federalny w tym kraju dokładnie przeanalizował pozew złożony przez mężczyznę w Pensylwanii i stwierdził, że wyciszenie przez kogoś w grze sieciowej nie stanowi naruszenia wolności słowa oraz wolności i swobód obywatelskich osoby wyciszanej.

Niejaki Amro Elansari z Exton słynie podobno z "seryjnego" wszczynania takich spraw. Wystarczy rzut oka na ujawniony w sieci pozew, by stwierdzić, że całość nie jest chyba do końca na poważnie: mężczyzna domaga się sprawiedliwości w ręcznie napisanym wniosku, składającym się z kilku zdań.

Reklama

Jak widać, sąd musi potraktować sprawę poważnie. Elansari wyjaśnia pokrętnie, że został wyciszony podczas grania w Runescape. W ten sposób twórcy produkcji - studio Jagex - mieli naruszyć jego swobody obywatelskie, razem z chińskimi firmami, które posiadają udziały w brytyjskim Jagex.

Krzywda wydarzyła się w marcu ubiegłego roku. Poszkodowany twierdzi, że "zainwestował" dwa tysiące godzin w produkcję, więc nie może przejść do porządku dziennego z takim potraktowaniem. Jagex odrzuciło jego apelację wewnątrz gry bez podawania przyczyn. Gdzie w tym sprawiedliwość!?

Sprawa najpierw trafiła do "standardowego" sądu, gdzie sędzia Mark A. Kearney błyskawicznie ją odrzucił, argumentując się brakiem naruszenia konstytucji, co sugerował Elansari. Mężczyzna nie chciał jednak dać za wygraną, więc jego apelacja trafiła teraz do Pensylwanii.

Także i tutaj sędzia nie dał jednak wiary, że Elansari został poddany nielegalnemu, "nierównemu traktowaniu w porównaniu z graczami, którzy nie są wyciszeni". Sędzia dodał, że nic w potraktowaniu przez Jagex nie może być postrzegane jako podstawy do federalnego procesu o dyskryminację.

Biedny Elansari zapewne jeszcze nie raz pojawi się w sądzie. W listopadzie sędzia nie zgodził się zaakceptować pozwu, w którym zapewniał, że został oszukany w aplikacji Tinder, a w 2016 roku pozwał policjantów z uniwersytetu Bloomsburg, którzy aresztowali go za zapalenia jointa.

Także bez powodzenia. Nie chcemy nawet zgadywać, ile pieniędzy kosztują wszystkie te pozwy składane w przeróżnych instancjach przez mężczyznę, nie wspominając o blokowaniu czasu, który można przeznaczyć na poważniejsze kwestie. Tylko ostatnie 18 miesięcy to 10 pozwów mężczyzny.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś na świecie

Raporty specjalne

Rekomendacje