Podsumowanie MSI 2019, Dzień 4

​Do końca fazy grupowej zostały już tylko dwa dni. Powoli zbliża się czas na wyjęcie notesów i analizę możliwych scenariuszy.

G2 Esports - Flash Wolves 1:0
Tajwan kontynuuje pokaz swojej siły we wczesnym etapie gry. Na szczęście dla europejskich fanów League of Legends, reprezntanci LMS udowodnili również, że im dłużej trwają ich pojedynki, tym więcej zdarza się okazji do odebrania im zdobytej przewagi. G2 wykorzystało już pierwszą z nich.

Reklama

Po raz kolejny zobaczyliśmy kompozycję 1-3-1 ze strony Europy, podczas gdy Flash Wolves pozostawało przy własnej strefie komfortu, stawiając na teamfighty. Ich plan nie zadziałał tym razem równie skutecznie, co przeciwko Team Liquid, które dawało się wpędzać w 5v5. G2 pewnie egzekwowało swój plan i chociaż początek nie należał do najlepszych, gdy zdobyli już przewagę, nie oddali jej do ostatniej minuty.

Phong Vu Buffalo - Team Liquid 0:1

Mecz pomiędzy Wietnamem a Stanami Zjednoczonymi był pierwszym z kilku jednostronnych spotkań bez większej historii, jakie zobaczyliśmy czwartego dnia fazy grupowej. Skończyły się większe niespodzianki, a faworyci, w najbardziej kluczowych dla nich momentach, zaczęli robić dokładnie to, czego od nich oczekiwano.

Na dominację Liquid musieliśmy poczekać kilkanaście minut i nie trwała może wyjątkowo długo, ale była skuteczna i doprowadziła ich prosto do Nexusa przeciwnika. To spotkanie można śmiało uznać za chodzący przykład, dlaczego CoreJJ nie powinien dostawać w swoje ręce Tahm Kencha.

Dzięki jego świetnym wykorzystaniu tej postaci oraz pewnej gry całej drużyny, zawodnicy Team Liquid przez 25 minut zginęli zaledwie trzy razy. Stany Zjednoczone awansowały tym samym na czwarte miejsce fazy grupowej i były o krok bliżej od awansu do playoffów tegorocznego MSI.

G2 Esports - Invictus 0:1

Drugie spotkanie pomiędzy tymi dwiema drużynami wyglądało znacznie inaczej niż poprzednie. Tym razem G2 pokazało swój charakter, postanowiło wskoczyć na ring razem z IG i podnieść ich rękawice. 
Wunder znów grał Neeko, botlane Tahm Kench - Varus po raz kolejny zawitał na Summoner’s Rifcie, a TheShy, zgodnie ze swoją wczorajszą zapowiedzią ciekawego laning phase’u, zdecydował się na Viktora. Chociaż cały czas widać było szanse G2 na zwycięstwo i zaskoczenie faworyta turnieju, a w pewnym momencie pokusiliśmy się nawet o szarżę na Nexus rywala, to IG wyszło zwycięsko z całego spotkania.

Tak jak poprzednia gra była pokazem umiejętności CoreJJ’a, tak to spotkanie po raz kolejny udowadniało, że JackeyLove zasługuje na miejsce IG dużo bardziej, niż wydawałoby się niektórym widzom zeszłorocznych Mistrzostw Świata. Kai’Sa zakończyła ten mecz ze statysykami 15/2/5 i przerażającym, pełnym buildem.

Flash Wolves - SKT 0:1

Jedno z nielicznych spotkań Tajwanu, w którym zawodnikom nie udało się znaleźć dosłownie nic we wczesnym etapie gry. Podobnie dla Flash Wolves wyglądała również reszta tego meczu, ponieważ przez pół godziny na ich konto trafiły zaledwie dwa zabójstwa. Kilkukrotnie szukali jakiejś drogi do powrotu, jednak przegrywając 12 tysiącami złota w 20 minucie, potrzebowali cudu.

SKT z kolei wyczuło najwyraźniej, że mimo pozornie przeciętnego wyniku 3-3, wciąż mieli szansę na powalczenie o drugie miejsce w grupie. Jedno, drobne potknięcie G2 Esports oraz wygrane mecze korei oznaczałyby TOP2 i komfort, na którym zależało w tym turnieju wszystkim drużynom - szansę spotkania IG dopiero w wielkim finale.

Fani SKT na pewno docenią również fakt, że ich early game bardzo pewnie odpowiedział na wczorajszą krytykę, słabą grę przez mida. Tym razem to Faker królował swoim Azirem i dzięki pomocy Clida, szybko wyszedł na prowadzenie. Zawodnicy jednoznacznie dali do zrozumienia, że midlane może być dla nich takim samym biletem do finału jak Khan czy Teddy. Na uwagę zasługuje również Vi w rękach Clida, której do tej pory na MSI nie widzieliśmy.

Invictus - Team Liquid 1:0

Amerykanie walczyli o swój pierwszy awans z fazy grupowej turnieju międzynarodowego w bardzo imponującym stylu. Podobnie jak PVB, znaleźli się w pewnym momencie w dosyć komfortowej sytuacji przeciwko Mistrzom Świata, mając możliwość zagrania wokół Barona i przejęcia inicjatywy w całym BO1.

Niestety niedługo później w Invictus odezwały się ich geniusz oraz pewność siebie, co pozwoliło im jednym teamfightem zapewnić sobie ósme zwycięstwo z rzędu i szansę na 10-0. Team Liquid pokazało się tym samym z dosyć dobrej strony, ale jak powiedział po zakończonym spotkaniu PapaSmithy, zostało za mało czasu do końca fazy grupowej, żeby cieszyć się z takich spotkań.

Phong Vu Buffalo - SKT 0:1

Czwarty dzień Mid-Season Invitational 2019 zakończyło kolejne spotkanie z serii "Wszyscy wiemy, jak to się potoczy". Chociaż poprzedni mecz pokazał, że nie można niczego zakładać z góry i nawet Liquid znajdzie swoją szansę na pokonanie Invictus, SKT nie było dzisiaj w humorze na wyrównane gry. Zagrali dwa mecze przeciwko dwóm najsłabszym drużynom na tym turnieju i nie dali im żadnych nadziei na potencjalne zaskoczenie.

Stawiali na pewne, silne matchupy oraz sprawdzone kompozycje. Po raz kolejny zobaczyliśmy również bardzo mocny początek w wykonaniu Korei. Świetny early game Clida na Jarvanie, ponowne wizyty na linii Fakera i pięć tysięcy złota przewagi już w 12 minucie.

SKT sprawnie przejmowało kontrolę nad dżunglę rywala w oczekiwaniu Barona, a kiedy ten wreszcie pojawił się na mapie, nie czekali długo, żeby wykorzystać go do zakończenia gry i przypieczętowania swojego solidnego występu.

Chociaż czwarty dzień przebiegł dokładnie tak, jak spodziewała się większość ekspertów, silne występy najlepszych drużyn pozwalają widzom pokładać duże nadzieje w kolejnych fazach turnieju. W jutrzejsze spotkania wchodzimy, znając już zwycięzcę fazy grupowej oraz większość uczestników playoffów, jednak wciąż czekając na pełne TOP4.

Dowiedz się więcej na temat: MSI 2019

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama