Nadchodzi nowy Król Twitcha - Shroud przebił kolejną barierę

Michael "Shroud" Grzesiek na turnieju Doritos Bowl rozgrywanego podczas TwitchConu 2018 w Kalifornii /AFP

​Grubo ponad 300 tysięcy dolarów miesięcznie powinno w pełni zadowolić byłego profesjonalnego gracza Counter Strike’a.

Reklama

Fortnite

Kiedy Fortnite królował na Twitchu, a Ninja bił rekordy popularności, tylko kilku streamerów uparcie szło swoją drogą, nie zważając na wyniki osiągane przez cukierkowy battleroyale. DrDisrespect regularnie powtarzał, że nie jest to gra dla niego, a Summit... Cóż, poniższy klip, który osiągnął już ponad 450 tysięcy wyświetleń na Twitchu, idealnie podsumowuje ten konflikt.

Reklama

Summit na popularności Fortnite’a "ucierpiał" najbardziej. Próbował grać i trzymać się tego, co na Twitchu wtedy sprzedawało się najlepiej, ale nie przynosiło to efektów. Gra nie sprawiała mu przyjemności, wiele widzów miało zarzuty względem tego, jak Summit radzi sobie ze swoją sytuacją i w rezultacie wyniki jednego z najpopularniejszych streamerów platformy zaczęły diametralnie spadać.

Dopiero Sea of Thieves oraz nieudana premiera Atlas pozwoliła mu wrócić tam, gdzie przez długi czas było jego miejsce, i z powrotem odzyskać radość ze swojej pracy.

Oczywiście wciąż pozostawało w tym czasie sporo czołowych twórców, którzy przyjemność odnajdywali w innych tytułach. Raz w życiu włączył battleroyale sodapoppin, Lirik nie grał zbyt wiele, a w trakcie szału na Fortnite’a swój nowy charakter zbudował xQc, kiedyś grający wyłącznie w Overwatcha. Nie ulegało jednak wątpliwości, że nowych streamerów tworzył wtedy wyłącznie Fortnite, a reszta kanałów funkcjonowała niczym schron dla tych, którym battleroyale do gustu nie przypadł.

Era Shrouda

Z czasem rzeczy na Twitchu zaczęły się uspokajać, Black Ops 4 przyszedł ze swoim Blackoutem, który na kilka tygodni skradł odrobinę widowni od Fortnite’a, a kiedy spojrzymy na aktualną sytuację, Apex Legends mógł miesiąc temu rozpocząć nową erę. Erę Shrouda.

Chociaż były zawodnik Cloud9 cały czas radził sobie dobrze i nie miał problemów podobnych do tego, z czym zmagać musiał się momentami Summit, ciężko nie zauważyć, że Apex Legends skutecznie przypieczętowało jego ostatnią dominację na Twitchu. Kiedy Shroud zaczynał swoje pierwsze gry w battleroyale od Respawn Entertainment, cieszył się z 35 tysięcy subskrypcji, a na szczycie Twitcha siedział wtedy Tfue.

100 tysięcy subskrypcji

Pod koniec stycznia zaczęły krążyć pogłoski o nowym battleroyale’u. DrDisrespect i Shroud wspomnieli o wycieczce do Los Angeles oraz testowaniu gry, o której nie mogli niestety nic powiedzieć. Uśmiech widniał jednak na ich twarzach, a gdy Shroud wreszcie mógł podzielić się swoimi wrażeniami z tytułu, który 4 lutego okazał się być Apex Legends, nie potrafił ukryć swojej ekscytacji.

Przez kolejny miesiąc oglądaliśmy jak naturalne umiejętności Shrouda, jego instynkt oraz lata treningów jako profesjonalnych gracz Counter Strike’a przynoszą efekty. Efekty w postaci nie tylko popularnych klipów, clickbaitowych tytułów na YouTube oraz wątków na Reddicie, ale również rosnącej liczby subskrypcji. Od imponującej kariery w Cloud9 oraz rozpoczęcia "emerytury" w postaci streamowania aż do pojawienia się na filmie największego YouTubera na świecie.

Chociaż umiejętności Shrouda zasługują na grubo ponad 300 tysięcy dolarów, na jego aktualny "sub count" składa się kilka czynników. Przede wszystkim, współpraca Apex Legends oraz usługi Twitch Prime.

Grasz regularnie w Apexa, zakochałeś się w nowym battleroyale i nagle nadarza się okazja zdobycia ekskluzywnego skina do postaci oraz kilku skrzynek. Pytasz rodziców o ich hasło do Amazon Prime’a, łączysz konto z Twitchem i zostajesz szczęśliwym posiadaczem zarówno fioletowego robota, jak i darmowej subskrypcji na Twitch.tv. Wtedy na szczycie listy najchętniej oglądanych streamów z Apexa pojawia się Shroud, żeby z szerokim uśmiechem na ustach podziękować Ci za twojego "Prime suba".

Nie działa to oczywiście aż tak łatwo, a wybierać można pomiędzy tysiącami różnych streamerów, ale takie inicjatywy tylko napędzają sukces streamerów pokroju Shrouda. Podobnie jak rozpoczęta wczoraj akcja Rainbow Six: Siege...

Razem z nowym sezonem w popularnym shooterze Ubisoftu pojawiły się również streamer charmy. Niewielkie zawieszki do broni, które dostaje się w zamian za subskrypcję do jednego z wybranych przez dewelopera streamerów. Wystarczy swojego Prime’a przekazać jednej z osób, żeby móc reprezentować ją w swoich grach rankingowych.

Akcja oficjalnie rozpoczęła się wczoraj, a Shroud podczas swojej transmisji zdążył zgarnąć już pięć tysięcy subskrypcji. Jak stwierdził sam Shroud, przy odrobinie szczęścia, udanych akcjach marketingowych oraz regularnym graniu w Rainbow Sixa, może przebić 100 tysięcy.

Streamer idealny?

Jeżeli na Twitchu spędzacie wystarczająco dużo czasu, zaczniecie zauważać tendencje, które powtarzają się regularnie u większości większych streamerów. Jedną z nich jest chęć zaczerpnięcia odrobiny doświadczenia i wiedzy przez młodszych, aspirujących do stworzenia sobie kariery na Twitchu, twórców. Pytania pokroju "Jak wybić się na Twitchu?" albo "Co czyni dobrego streamera?" przewijają się więc przez niemalże każdą transmisję.

Chociaż na większość tego typu pytań można odpowiedzieć krótko: "szczęście", niektórzy streamerzy wspominają również o istotnych czynnikach, które Shroud opanował do perfekcji. Trzeba być zabawnym i umieć uczynić swój gameplay rozrywkowym albo po prostu zostać ekspertem w ogrywanym tytule.

W przypadku Shrouda jest to cały gatunek. Chociaż zdarzało mu się wychodzić ze swojej strefy komfortu, to shootery zapewniają mu największy rozgłos. Umiejętności mechaniczne pielęgnowane przez długie lata profesjonalnej kariery w Counter Strike’a teraz pokazują swoją prawdziwą wartość. Początki każdej nowej gry to dla Shrouda jedna, wielka dominacja. Ogromna mechaniczna przewaga nad większością graczy oraz wyprawcowana przez lata gier wideo inteligencja, która pozwala mu myśleć niekonwencjonalnie, czynią go jednoosobową armią.

Po drugiej stronie reprezentowanego przez Shrouda rodzaju streamerów stoją takie osoby jak TimTheTatman, drugie miejsce w rankingu liczby subskrypcji - TUTAJ - oraz dumny posiadacz czwartej pozycji, DrDisrespect. Obaj panowie do mechanicznych bestii raczej nie należą, a umiejętnościami brakuje im sporo do Shrouda, jednak skutecznie nadrabiają w innych aspektach.

Tim to szczery, sympatyczny gość, który podczas swojego standardowego, czterogodzinnego streama potrafi rozbawić do łez. Przez lata swojej kariery na Twitchu zbudował jedyną w swoim rodzaju społeczność, idealnie oddającą jego charakter.

DrDisrespect z kolei to realizacja transmisji na poziomie, jakiego nie udało się jeszcze osiągnąć nikomu na tej platformie. Przywiązanie do detali, kreatywne pomysły oraz zespół za jego plecami, który pracuje na cały ten sukces.

Widać jednak, że chociaż Shroud zaczynał jako jedna z tych mechanicznych bestii, powoli zaczyna swoim charakterem bardziej przypominać Summita. Regularnie robił streamy, których nikt się nie spodziewał. Materiałami chociażby z The Lord of the Rings Online pokazał, że wiele widzów zostanie z nim nawet przy okazji jego sentymentalnych powrotów do przeszłości, a nie tylko wtedy, kiedy dominuje na serwerach shooterów.

Pozostaje więc pytanie: na jakim poziomie zatrzyma się sukces Shrouda? Podczas wczorajszej transmisji mówił, że już za kilka dni liczba subksrypcji mocno spadnie i widzowie z powrotem wrócą do "odrabiania strat". Czy nadchodzący sezon Apex Legends zbuduje wokół gry więcej hype’u? Czy komuś uda się kiedyś osiągnąć to, co zrobił niedawno Ninja?

Dowiedz się więcej na temat: Counter-Strike

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL