„kamil”: Poza wyjątkami młoda scena w Polsce to „gówniarzeria”

W wieku 23 lat przerwał on karierę czynnego zawodnika, chcąc spróbować sił jako trener. Mowa o Kamilu „kamilu” Kamińskim, czyli niejako „persona non grata” polskiego świata CS:GO. Z tej okazji porozmawialiśmy z Kamilem o jego byłych i dalszych poczynaniach oraz polskiej scenie esportowej, która nie mieni się dla niego w samych dobrych barwach.

Patryk Głowacki: 23 lata – czy to wiek na koniec kariery?

Kamil „kamil” Kamiński: Nie kończę kariery, po prostu odwiesiłem na chwilę aktywne granie. Od jakiegoś czasu nie sprawiało mi to żadnej przyjemności, może też dlatego, iż nie miałem żadnego poważnego teamu. Od zawsze uwielbiałem jednak pomagać, nauczać i przez chwilę miałem nawet swój własny coaching, można powiedzieć, że na skalę światową. Ludzie z różnych kontynentów odzywali się do mnie o lekcje i przebiegało to świetnie. Każdy mnie sobie cenił i chciał coraz więcej, co mnie cieszyło, więc dlatego właśnie przechodzę obecnie na „trenerkę”. Na jak długo, tego nie wiem.

Co konkretnie popchnęło Cię do przerwania kariery?

Głównym powodem jest po prostu brak motywacji, drużyny i ludzi, dla których mógłbym się starać. Wszystkie mixy, w jakich występowałem, zawsze miały jedną lub też dwie osoby, którym mniej zależało, a ja jak coś robię to tylko na sto procent.

Może przejdźmy przez fragment twojej kariery, paradoksalnie zaczynając przegląd od krótkiej przygody trenerskiej. Mianowicie byłeś szkoleniowcem Team AGG. Już wtedy poczułeś, że odpowiada ci ta rola?

W AGG byłem coachem zaledwie niecałe dwa miesiące i na początku nie wiedziałem, co robię, ale bardzo szybko się uczyłem. Wtedy jeszcze nie było zasady, że trener nie może być IGL'em i po chwili patrząc na to, jaki miałem w tamtej drużynie impakt za sprawą przewodzenia grą, chłopaki powiedzieli mi, żebym przez pewien moment prowadził za Hyper'a, a to bardzo mi się spodobało.

Gdy miałeś drugą przygodę z PRIDE, skład stopniowo szedł w dobrą stronę. Wewnętrzne problemy spowodowały jednak zmiany?

Po powrocie z AGG w PRIDE szło nam naprawdę doskonale. Wyniki były obiecujące, dostawaliśmy się na wiele turniejów, a i w Polsce, prócz Kinguin, ponieważ Virtus.pro nie grało nic w kraju, praktycznie nie było nam równych. Po pewnym czasie stało się jednak coś, o czym wolałbym nie rozmawiać. Krótko mówiąc, między organizacją a jednym z zawodników nastąpił niemożliwy do „odkręcenia” konflikt. Ja bez tego zawodnika nie chciałem zostawać i doprowadziło to do zmiany naszej dwójki.

Twoje dołączenie wraz z repo do Izako Boars. Wydawało się, iż ten projekt ma prawo „wypalić”. Też odnosiłeś takie wrażenie?

Na początku byłem bardzo „nahypowany” na ewentualny końcowy efekt pracy w Izako Boars. Mieliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy. Po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, jak bardzo ciężko jest zbudować coś z graczami, którzy nie mają doświadczenia, jeśli chodzi o gierkę na podstawie, kontrolę mapy, poprawne reakcje do danych sytuacji itp. Ponadto problemem było to, iż mieliśmy w składzie dwóch snajperów. Zdecydowaliśmy, żeby NEEX grał pierwsze skrzypce i choć STOMP bardzo dobrze radził sobie z „rifli”, to jednak było widać, że nie odpowiada mu jego rola.

Od kiedy tak naprawdę zaczęły się „kwasy” w starym „IB”?

„Kwasy” zaczęły się chyba na jednym z bootcampów, gdzie dwóch chłopaków miało dość duże spięcie i niedługo po tym „STOMP” zrezygnował z gry. Domyślam się, iż oprócz chęci wyjazdu za granicę i zajęcia się dziewczyną, to podłamał się on również brakiem wypłaty 10 tysięcy złotych przez Lordi's Cup. Po tym fakcie Daniel stwierdził, że nie ma sensu grać tutaj za takie pieniądze i nie dostawać nagród z turniejów, dlatego wolał on zarabiać za granicą, ale to tylko moje domysły. Po odejściu „STOMPA” wszystko się posypało. „Repo” odszedł, odwalił scenkę i na mojej głowie zostało budowanie nowego składu.

Reklama

Dalej pozostawałeś w Izako, mając do dyspozycji nowych kolegów w zespole. Czy mimo zmian, skład nie miał dalekiej przyszłości?

Nowy skład Izako Boars był inny, ciężko go określić. Z jednej strony miałem „matty'ego”, który grał w wielu drużynach i zawsze pokazywał się z dobrej strony. Reszta natomiast to chłopaki bez doświadczenia, toteż nie wiedzieli, jak taka drużyna ma trenować, albo co ich czeka. Ja zauważyłem po paru dniach bootcampu oraz treningach w internecie, że to nowe „IB” nie ma przyszłości przez podejście niektórych graczy do swojej profesji. Dołączając do organizacji, młodzi czują się, jakby na to zasłużyli i osiadają na laurach, zamiast trenować jeszcze ciężej. W końcu ktoś im płaci za granie, a nie spóźnianie się na treningi czy też przychodzenie zaspanym. Mnie osobiście to irytowało, dlatego po pewnym czasie chłopaki stwierdzili, iż kładę na nich za dużą presję i mnie zmienili.

To właśnie u „Dzików” wyraźnie zaznaczano twoją toksyczność i negatywny wpływ na graczy. Czujesz się toksyczny?


Tak, zdaje się, że w „IB” chyba najbardziej rozeszła się opinia o tym, że jestem toksyczny. Co do pytania, to zależy, jak na to patrzysz. Osobiście nikomu nigdy nie „wjeżdżam” na rodzinę ani nic z tych rzeczy. Krzyczę, to prawda, ponieważ nienawidzę lenistwa i obijania się. Od zawsze miałem tak, iż brałem na siebie całą presję. Jeśli ktoś zagrał źle, to ja i tak kładłem to na swoje barki itp. Może gdzieś przez to zbierało się we mnie tyle złości. Toksycznym bym siebie jednak nie nazwał. Bardziej „wybuchowym i temperamentnym”.

A masz się za postać, która potrafi mocno wpływać i oddziaływać na innych?

Na pewno, w dobrym i złym stopniu. Wiele osób mówiło mi, że dzięki mnie zaczęło grać lepiej, ale też spotykam się z tym, iż przeze mnie zawodnicy boją się zagrać agresywniej lub zrobić coś po swojemu. Staram się nad tym pracować, gdyż rozumiem, że nie każdy może zagrać idealnie w danym momencie. Ten rok odpoczynku od polskiej sceny dał mi dużo do myślenia i w wielu aspektach zmieniło się moje pojmowanie gierki i praca z innymi.

Dowiedz się więcej na temat: kamil | Izako Boars | Pride | team agg | fnatic academy

Reklama

Najlepsze tematy