Paweł Piskalski: PZM jest zainteresowany esportowym kierunkiem

Paweł Piskalski - archiwum prywatne /materiały źródłowe

​Esport coraz częściej przeplata się ze sportem tradycyjnym. Kolejnym dowodem na istnienie tego zjawiska jest powstanie Wirtualnego Pucharu polskizuzel.pl, w którym wzięły udział gwiazdy eWinner 1. oraz 2. ligi żużlowej.

Reklama

Na temat tego projektu porozmawialiśmy z koordynatorem Wirtualnego Pucharu oraz specjalistą ds. sportu żużlowego w Polskim Związku Motorowym - Pawłem Piskalskim. Zapraszamy do lektury wywiadu.

Krzysztof Chałabiś - Skąd się wziął pomysł na wirtualną ligę żużla?

Reklama

Paweł Piskalski - Chwilę po rozpoczęciu pandemii zgłosiła się do nas z propozycją wirtualnej rywalizacji firma Berobasket. Wspólnie udało się wypracować formułę zawodów, która była ciekawa dla wszystkich stron.

Kiedy powstała idea wirtualnych rozgrywek żużla?

- Idea takich rozgrywek powstała mniej więcej rok wcześniej, brakowało jednak odpowiedniej platformy do startu tego typu projektu. Czyli gry, która miałaby dobrze działający tryb multi i była odpowiednio edytowalna. Ostatnia gra żużlowa na PC to SGP 2015...

Czy liga jest odpowiedzią na rosnącą popularność esportu?

- Na pewno jest to kierunek, którym PZM jest zainteresowany. Wpisuje się zarówno w strategię marketingową klubów i budowania popularności dyscypliny.

Jak wielu uczestników brało udział w pucharze?

- Minimum dwie osoby z niemal każdego klubu 1 i 2 ligi żużlowej. Z kilku klubów zgłoszeń było więcej a zawodnicy zmieniali się w poszczególnych meczach. Jako, że puchar był dla osób bezpośrednio związanych z żużlem - start ponad trzydziestu profesjonalnych sportowców to niezły wynik.

Jak wyglądały przygotowania do rozgrywek?

- Kliku zawodników aktywnie grało w gry od Speedway Challenge już wcześniej i to z całkiem niezłym skutkiem. Niektórzy zawodnicy z zapałem organizowali wspólne treningi. Od strony technicznej, zostały przygotowane tory specjalnie pod te rozgrywki, z logo klubów i sponsorów drużyn i Polskiego Związku Motorowego.

Platformą rozgrywanych spotkań była gra Speedway Challange. Czy negocjacje z twórcami gry były trudne?

- Nie, uważam, że nasza współpraca była wzorowa.

W jaki sposób odbywały się rozgrywki?

- W rozgrywkach wzięło udział dwanaście drużyn. Były podzielone na grupy, gdzie każdy klub jechał ze sobą po dwa razy - na torze domowym i na wyjeździe. Najlepsze dwa zespoły z każdej grupy spotykały się w kolejnej fazie - w play-off (drabinka single elimination). Z zawodnikami spotykaliśmy się na komunikatorze Discord, więc momentami podczas meczu było wesoło <śmiech>. A kilku zawodników zapowiedziało rewanże na prawdziwym torze.

Czy były jakieś nieoczekiwane trudności, które napotkały Pana ze strony organizacyjnej?

- Mieliśmy niezbyt dużo czasu aby przeprowadzić całość rozgrywek. Tak by wszystko skończyło się przed startem PGE Ekstraligi (12 czerwca przyp.red.). Więc tempo było dość wysokie, ale w miesiąc udało się wszystko rozegrać.

Istnieje pomysł, by zaangażować władze Ekstraligi do współpracy przy tym projekcie w przyszłości śladem piłkarskiej Ekstraklasy i rozgrywek Ekstraklasa Games?

- W tej chwili trudno o jednoznaczną odpowiedź. Myślę, że będziemy do tego dążyć.

Dalsza część rozmowy do odczytania na następnej stronie.

Dowiedz się więcej na temat: Paweł Piskalski

Reklama

Najlepsze tematy