Morgen: Cieszę się, że był z nami "izak"

Maciej "Morgen" Żuchowski /ESL Polska /materiały prasowe

Podczas Intel Extreme Masters porozmawialiśmy z czołowym polskim komentatorem Counter Strike'a: Global Offensive – Maciejem „Morgenem” Żuchowskim. Nasz rozmówca opisał między innymi współpracę z Piotrem „izakiem” Skowyrskim, a także ocenił, czy stać polskie formacje na to, by w przyszłym roku znalazły się na IEM-ie.

Reklama

Patryk Głowacki: Jak dużym wydarzeniem jest dla ciebie IEM Katowice?

Maciej "Morgen" Żuchowski: Na pewno największym w mojej karierze komentatorskiej, gdyż nie ma większego eventu. Dla mnie jako komentatora jest to o tyle duże i ważne, że jest to turniej rangi major, czyli rozgrywki wspierane dodatkowo przez wydawcę gry. Stąd wyższa pula nagród i prestiż. To wszystko składa się na ogólną większą ilość emocji.

Reklama

Twoim zdaniem Katowice to mekka światowego esportu?

Patrząc na fakt, że Intel Extreme Masters jest w mieście od 2013 roku, to tak. Każdy zna termin, wiedząc, iż w okolicach lutego i marca odbędzie się IEM. To nie tylko moja opinia, czy nawet Polaków. Często bowiem gdy spojrzymy na zagraniczne serwisy, ludzie i tam chwalą event. Taka ocena wynika z różnych aspektów związanych z imprezą. Katowice zawsze kojarzą się z najlepszym turniejem.

Mimo że nie jest to twój pierwszy IEM, to czy impreza wciąż budzi w tobie dodatkowe emocje?

Tak, ze względu na to, że mogę pojawić się na samym turnieju, zobaczyć zawodników, scenę i ceremonię otwarcia. Trzeba wziąć pod uwagę, iż komentując wiele turniejów, również tych wielkich, robię to głównie ze studia w Warszawie lub Katowicach. Na IEM-ie mam jednak okazję się pojawić, zobaczyć, jak to wygląda na żywo oraz spotkać esportowych znajomych. Robi to zawsze jakieś wrażenie, dlatego wyczekuję bardziej na te rozgrywki.

Poza byciem "na miejscu" twoje przygotowania do Intel Extreme Masters przebiegają inaczej niż do innych rozgrywek?

Wygląda to tak samo. Komentuje na tyle dużo, że IEM nie wymaga wyjątkowego przygotowania. Z racji faktu bycia na turnieju mogę jednak uzyskać coś od zawodników, czy też innych źródeł, gdzie coś się usłyszy. Widząc reakcję gracza, można także łatwiej ją opisać, a to na pewno pomaga, by wyciągnąć jakieś ciekawostki, które można przekazać widzom.

Warto wspomnieć, iż sam IEM to finały. Miałem natomiast jeszcze okazję komentować kwalifikacje do głównych zmagań oraz minora, dlatego jestem przygotowany. Później to jedynie kwestia przypomnienia sobie tego, co było lub dobrania dodatkowych statystyk. Byłem w Katowicach ponad dwa tygodnie, toteż cały czas żyłem turniejem, gdyż w ciągu dnia nie miałem specjalnie innych aktywności. Jechałem do hotelu, wracałem i znów miał miejsce IEM, także był to priorytet.

Na decydującą fazę zmagań do waszego grona dołączył Piotr "izak" Skowyrski. Twoim zdaniem to był dobry ruch ESL Polska?

Cieszę się, że był z nami "izak". W przeszłości miałem okazję komentować z nim kilkanaście meczów. Piotr zawsze dobrze komentował, a my potrafiliśmy się z nim porozumieć. To nie było tak, że przyszła osoba z zewnątrz, a my musimy się inaczej zachowywać. Ponadto "izak" nie jest osobą, której w ogóle nie znamy. Gdyby tak było, współpracowałoby się o wiele trudniej. Przez to jednak, że znamy się kilka lat, łatwiej jest się dogadać i pożartować. Ja się cieszę z ruchu ESL Polska, ale mam nadzieję, iż podobało się to widzom, a to jest w tym wszystkim najważniejsze. Osobiście mogę kogoś nie lubić, lecz jeśli efekt naszej współpracy jest dobry, to można pójść na kompromisy. W tej sytuacji ugody nie były w ogóle potrzebne.

Choć "izak" współpracował z wami w przeszłości, to czy jednak tym razem wniósł on świeżość do waszej grupy?

Trochę tak. Choćby z tego powodu, że półfinały i finały komentowaliśmy we trzech: ja, "izak" i "Kubik". Tego nie robi się często, może kilka razy w swojej karierze miałem okazję komentować w trójkę. To jest jakaś innowacja. Dobrze też posłuchać innej osoby, którą się zna, ale dawno się z nią nie pracowało. Nie wiadomo, jakby to wyglądało za miesiąc, dwa. Być może wtedy już ta świeżość by zniknęła.

Przechodząc do czysto sportowego aspektu, nie sądzisz, że Spodek cierpiał trochę z powodu braku emocji?

Wydaje mi się, iż bardziej wynika to z tego, kto komu kibicuje. Gdyby byli Polacy, na pewno emocje byłyby większe, ale już nie raz polska publiczność pokazała, że nawet jeśli nie ma polskiej drużyny, to i tak emocji nie brakuje. Ciężko powiedzieć, czy jest gorzej, czy lepiej, gdyż nie ma urządzenia pokazującego, jak dana osoba się emocjonuje.

Miałem okazję być na trybunach podczas meczu Astralis - Ninjas in Pyjamas. Pierwsza mapa została zdominowana przez Duńczyków, lecz zawodnicy NiP-u nadal byli wspierani przez publiczność. Nie jest to dziwne, ponieważ Szwedzi są lubiani przez Polaków, ale to pokazuje, że nawet jeśli w Spodku nie gra polska formacja, to kibice i tak się zachwycają. Zgaduję, iż byłoby więcej polskich fanów, szalików oraz koszulek, gdyby grali Polacy, ale narzekać nie można. W niektórych momentach miałem ciarki, gdy pojawiały się krzyki i brawa.

ENCE Esports to absolutna sensacja rozgrywek. Finowie stworzyli historię, którą lubią chyba wszyscy związani z esportem?

Chociaż nigdy nie kibicowałem specjalnie tej drużynie, to jednak jako komentator umiem docenić ciężką pracę zespołu. Mogę komuś nie kibicować, ale wiem, że dany zespół włożyła dużo, by znaleźć się, jak tu się okazało, w wielkim finale. Doceniam to.

Twoim zdaniem ENCE udowodniło, że wchodzi obecnie do czołówki formacji CS:GO, czy jednak rozpatrujesz to w kategorii jednorazowego "strzału"?

Trudno to przewidzieć. Nawet w normalnym sporcie mamy jednorazowe "wybryki", które zaskakują raz, może dwa, a za chwilę ich nie ma. Z ENCE trzeba byłoby się zastanowić, ale warto pamiętać, iż oni nie wzięli się znikąd. Finowie już w ostatnich miesiącach zeszłego roku pokazywali, że powolutku idą wyżej. U nich sukces nie pojawił się z dnia na dzień, dlatego moim zdaniem przez jakiś czas ENCE utrzyma się w czołówce. Wątpię w to, by po finale majora szybko spadli. Liczę na pozostanie fińskich zawodników w TOP 5 i ich walkę z najlepszymi teamami.

Wspomniałeś o polskich zespołach, to może tym wątkiem zakończmy. Od trzech lat nie widzimy Polaków na scenie w Spodku. Jedynie, gdzie kibice zobaczyli graczy z Polski podczas imprezy, to showmatche przed poważnymi rozgrywkami. Sądzisz, że w przyszłym roku chociaż jedna polska ekipa jest w stanie awansować na IEM-a?

Na razie nie jest kolorowo, lecz ciężko wyrokować, gdyż nie wiadomo, co będzie za rok. Gdybyś mnie zapytał, czy Polacy awansują na Intel Extreme Masters za miesiąc lub dwa, odpowiedziałbym: absolutnie nie. Rok to jednak tak długi czas, że trudno to ocenić. Na pewno szkoda, iż obecnie mamy taką sytuację na polskiej scenie. Doszło do zmian w Virtus.pro, czyli najpopularniejszym zespole, który kiedyś triumfował na IEM-ie. Wielu w obecnym składzie widzi potencjał, ale trochę zawodnicy już ze sobą grają. Jeżeli w ciągu dwóch, trzech miesięcy drużyna nic nie pokaże, będzie trzeba szukać nowego rozwiązania. Trochę się obawiam, że nawet rok to może być za mało czasu, by Polacy awansowali na turniej. Ktoś mógłby zapytać, czemu nie wierzę, ale ja po prostu tego nie widzę.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś na świecie

Raporty specjalne

Rekomendacje